W
spowolnionej porze miłość jest prochem. Gdybyś to wiedział, chyba byś zgasł, a
jeszcze, gdybyś miał pojęcie, co mi topnieje w sercu - byłbyś martwy na
jakiś czas. Ale mózg masz przejęty i dlatego wieńczy twój los żałosny hymn. Wygaszacz
tęczy i przenośniki gwiazd, na twoje szczęście mają wpływ. Teraz mam inne zajęcie, ale żałuję, że jesteś zły.
Zanim się rozsypiecie, przebiegnijcie maraton.
czwartek, 11 kwietnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
mężczyzna w tekście
Jest elegancko, gdy cicho zbliżamy się do ziemi. Oręż na potem, cudownie, że jesteś, choć lepiej
żebyś nie zostawał dłużej. Mężczyzna w tekście – nie liczy się motyw - mgły się
przeżyły, stąd burza na wejście. Interesuje mnie ten chłopak, który ma twarz jak
więzień albo ktoś chory - skazany na dowiedzenie się.
wtorek, 9 kwietnia 2013
najsurowszy stosunek
co u mnie? śmiech i depresje. na siłce chciał
ze mną konwersować Tom Cruise, nie rozumiał
żadnego pytania, chciałam powiedzieć, że mi się
nie chce gadać, ale na szczęście wyniósł się
a u ciebie widzę wydanie nadzwyczajne gazety
wnikliwe stanowisko,
do deski omówiony odcinek
rutyna, także
niebawem - szczebel prostytutka
odbędziesz najsurowszy stosunek
jest zgoda na profanację, przestępstwo popełni
publiczność a ona nie płaci grzywien tylko abonament
zwołaj ognisko domowe, przygotuj obiad z roślin,
dzisiaj kariery wychodzą z lasu wegetarian,
nie je się koniny, światło księżyca pada na pracę
w telemarketingu, cały styl życia mimo konsumpcji
jest poszczeniem
ale ty dzięki uprzejmości
striptizerki znalazłeś
tłustą dziewczynę, która wyrażała cię na górze
na tapczanie. tu był nie punkt widzenia. tu był
punkt przegięcia. ale zaryzykować taką drogocenność?
niepodobna, nie w naszym wymiarze
budując wrażenia wokół ja, próbując opowiadać
swoją misję, kamień po kamieniu, spotkasz się
z niechętnym przyjęciem, zabawna myśl - zatkać
światła, przeciąć wstęgę, panna społeczeństwo
idzie na wesele, nie czci minutą ciszy powstania
warszawskiego ani w getcie, oto owe licencjaty
płacz i przekrój,
ponieważ cała noc została
zrujnowana,
program nie myśli, poczucie winy
ma miejsce pod progiem, wzruszenie w okolicach
krytycznych, a ty
co zamierzasz w twoją wielką noc?
śmiech ma czarne brzmienie
sobota, 30 marca 2013
kriobieg
Znacie to uczucie gdy czas przerażająco pędzi wokół was i ten
strumień jest nie do wytrzymania? Czujecie się jak w rwącym potoku albo jak na
urwistym wietrze? I co wtedy robicie?
Bo ja staram się go powstrzymać. Po pierwsze zapędzam go z powrotem. Można to zrobić na kilka sposobów – np. powtarzając ruch, działanie albo słowa – raz, kilka razy. Po drugie - go uciszam. Zamykam dźwięki i siedzę w ciszy. Gdy nic się nie porusza, wtedy ten gad także nieruchomieje. Okiełznanie trwa aż zabrzmi jakiś dźwięk albo ktoś wykona jakiś ruch np. otworzy drzwi. Wtedy wiadomo – co wydźwięczało, zaznaczyło swoje trwanie i odpłynęło. Jak łódeczka puszczona na rzece. Jak papierek albo ogryzek wyrzucony przez okno pociągu. Szuu i nie ma. Pofrunęło i odeszło za horyzont.
Dlatego codziennie jest codziennie. Wstaję rano i parzę kawę, zawsze w ten sam sposób, zawsze z tą samą rytmiką ruchów. Potem wchodzę po schodach i zasiadam oglądając to co już widziałam. Puszczam sobie kilka razy złoty przebój i absolutnie trzymam w cuglach tę gadzinę – czas. Niekiedy przypomina mi jednak o nim głód i to jest wewnętrzne sprzysiężenie żebym poczuła, że on płynie, że mija, że trwa albo ja trwam. Znam też inną bolesność z nim związaną – kiedy biegnę do upragnionej mety, wtedy czas jest mierzony, odczuwany całym ciałem – tłumaczy się na ból i zmęczenie. Jednocześnie jego miarą jest odległość, gdyż biegnę ze stałą prędkością. Dwa kilometry do końca to niby jest zawsze to samo, ten sam ból i te same kilkanaście minut. Ale wtedy czas żłobi się mozolnie, czepia się, nie chce mijać. I jeszcze gdy biegnę nie pamiętam szczegółów, żadnych ludzi, żadnego znaczenia, tylko ołów w nogach, który przykleja mnie do gleby, spuchnięte dłonie i ból. Zimno też po ostatnim półmaratonie warszawskim.Ktoś powiedział, że to był kriopółmaraton – czyli kriobieg. Nie lubię biegać w mrozie, bo się za ciepło ubieram.
Bo ja staram się go powstrzymać. Po pierwsze zapędzam go z powrotem. Można to zrobić na kilka sposobów – np. powtarzając ruch, działanie albo słowa – raz, kilka razy. Po drugie - go uciszam. Zamykam dźwięki i siedzę w ciszy. Gdy nic się nie porusza, wtedy ten gad także nieruchomieje. Okiełznanie trwa aż zabrzmi jakiś dźwięk albo ktoś wykona jakiś ruch np. otworzy drzwi. Wtedy wiadomo – co wydźwięczało, zaznaczyło swoje trwanie i odpłynęło. Jak łódeczka puszczona na rzece. Jak papierek albo ogryzek wyrzucony przez okno pociągu. Szuu i nie ma. Pofrunęło i odeszło za horyzont.
Dlatego codziennie jest codziennie. Wstaję rano i parzę kawę, zawsze w ten sam sposób, zawsze z tą samą rytmiką ruchów. Potem wchodzę po schodach i zasiadam oglądając to co już widziałam. Puszczam sobie kilka razy złoty przebój i absolutnie trzymam w cuglach tę gadzinę – czas. Niekiedy przypomina mi jednak o nim głód i to jest wewnętrzne sprzysiężenie żebym poczuła, że on płynie, że mija, że trwa albo ja trwam. Znam też inną bolesność z nim związaną – kiedy biegnę do upragnionej mety, wtedy czas jest mierzony, odczuwany całym ciałem – tłumaczy się na ból i zmęczenie. Jednocześnie jego miarą jest odległość, gdyż biegnę ze stałą prędkością. Dwa kilometry do końca to niby jest zawsze to samo, ten sam ból i te same kilkanaście minut. Ale wtedy czas żłobi się mozolnie, czepia się, nie chce mijać. I jeszcze gdy biegnę nie pamiętam szczegółów, żadnych ludzi, żadnego znaczenia, tylko ołów w nogach, który przykleja mnie do gleby, spuchnięte dłonie i ból. Zimno też po ostatnim półmaratonie warszawskim.Ktoś powiedział, że to był kriopółmaraton – czyli kriobieg. Nie lubię biegać w mrozie, bo się za ciepło ubieram.
piątek, 22 lutego 2013
sobota, 2 lutego 2013
?
Zrobiłam to zdjęcie w Barcelonie. Kobieta z siatką - stała i patrzyła w morze. Nic wokół się nie działo. Światełka karetki migały spokojnie. Ratownicy nie musieli się śpieszyć.
Patrzę teraz na nią i nie mam pojęcia o czym mogła myśleć, co właściwie wyraża jej twarz.
Jest raczej spokojna, dziwnie skupiona, a może osłupiona i brakuje jej tchu? Modli się, myśli, że wydarzają się rzeczy nagłe i zatrzymujące w miejscu, w którym się jest. Że trzeba czekać na coś - na wieść - spokojnie z siatką w dłoni.

No z torbą foliową w dłoni, gwoli ścisłości.:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















