Zanim się rozsypiecie, przebiegnijcie maraton.

sobota, 2 lutego 2013

?

Zrobiłam to zdjęcie w Barcelonie. Kobieta z siatką - stała i patrzyła w morze. Nic wokół się nie działo. Światełka karetki migały spokojnie. Ratownicy nie musieli się śpieszyć. 

Patrzę teraz na nią i nie mam pojęcia o czym mogła myśleć, co właściwie wyraża jej twarz.

Jest raczej spokojna, dziwnie skupiona, a może osłupiona i brakuje jej tchu? Modli się, myśli, że wydarzają się rzeczy nagłe i zatrzymujące w miejscu, w którym się jest. Że trzeba czekać na coś - na wieść - spokojnie z siatką w dłoni.


 

No z torbą foliową w dłoni, gwoli ścisłości.:-)

sobota, 5 stycznia 2013




Myślę, że brałam udział w jakimś castingu, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że konkurs trwa i że można zyskać lub stracić punkty. Po prostu weszłam  z ulicy i potraktowano mnie tak jak zawodniczkę, która ma wyjątkowo oryginalną strategię - udaje, że nie gra albo że nie wie, o co toczy się  gra. Wyglądało to tak, że się programowo nie starałam. Pewnie podejrzewano mnie o wyparcie albo bufonadę.

Nie miałam świadomości, a jednak udzieliła mi się atmosfera, w której czułam się obserwowana. Mówisz coś, piszesz, wyglądasz tak sobie a to jest potem analizowane i oceniane. Ktoś zauważa prawidłowość, ktoś podkreśla spontaniczność, ktoś inny mówi - nie ma o czym gadać. Nawet jeśli mi się wydawało, że nie robię postępów to potem się okazało, że przeszłam przez sito bez zatrzymania. Ktoś mówił, że miałam fory, że byłam popierana, bo ktoś miał wizję, że jestem absolutnie wspaniała. To by było nawet zabawne.

Ale mi się cała ta sytuacja nie podobała. Nie podjęłam rękawicy. Jak to się mówi zaczęłam się podkładać. Metodycznie dostarczałam dowodów nienadawania się. Kiepsko się prezentowałam. I zsuwałam się tak jak po równi pochyłej bez zatrzymania. Ktoś powiedział, że mam przewrócone w głowie, że powinnam się przykładać, bo poświęca mi się czas i daje możliwości.

Traciłam dochodząc do wprawy. Moja rola malała, ale z zadowoleniem przyjmowałam nowe, ładne straty. Nikt nie może zmusić człowieka do konkurowania, gdy go obrażają zasady gry i stawka. Nikt nie może zmusić go do podobania się. Żadną miarą.

Dlatego rozsypka i oczywiście

chaos.

środa, 12 grudnia 2012

Co powoduje wegetarianizm?




Oto mleczne prosię. Nie nażyło się. Na półmisku leży jakby się przewróciło. Spalone, polakierowane.

Danie serwowane w wielu kuchniach.

Na stronie Gastrona.pl pod tytułem "Mleczne, gotowe do pieczenia prosię firmy Quillard et Fils gwarancją udanej biesiady" czytamy:

Firma Quillard prezentuje prosię gotowe do pieczenia, najłatwiejsze do przygotowania tego typu danie na rynku. Nieduże, wygodne do przyrządzenia, wspaniałe w smaku mleczne, gotowe do pieczenia prosię firmy Quillard et Fils oczaruje niejedną gospodynię, bowiem jego wielkość nie przekracza 46 cm (w pełni odpowiada wymiarom piekarnika), a do jego upieczenia w piecu lub na rożnie wystarczy zaledwie półtorej godziny.

Jestem oczarowana. Krótka odpowiedź na tytułowe pytanie: takie interesy, praktyki, widoki i język.

czwartek, 6 grudnia 2012

W związku ze zbliżającym się końcem świata pragnę podziękować wszystkim czytelnikom tego bloga za uwagę i życzyć miłego przejścia przez to niecodzienne wydarzenie.

Chciałabym także pozdrowić wszystkich, którzy już nie zdążą tutaj zajrzeć, zarówno osoby mi nieznane jak i znane, zwłaszcza te, z którymi łączyła mnie jakaś więź lub konflikt.

Jednak nie proponuję pojednania. Nie zamierzam niczego nikomu zapominać, ale też nie chcę psuć sobie pobytu tuż przed końcem świata wyniszczającym gniewem.

Do zo... chciałoby się napisać, ale nie.

Dobranoc



PS a jeszcze przypomnienie:

      Jan Weenix, Agneta Block and her family at their summer home Vijverhof with her cultivated pineapple źródło Wikicommons

poniedziałek, 3 grudnia 2012

obraz: Leo Rauth: Five O'Clock Tea, 1911; źródło Wikicommons
 Profitrolka

W sztuce postanawiania można dojść do wprawy. W sytuacji porażki istnieje zawsze eleganckie wyjście z problemu. Na przykład Garfield, gdy czuł, że nie sprosta, po prostu pasował wobec oporu materii lub zalecał sobie zmniejszenie wymagań wobec swojej szanownej osoby. Stosuję tę metodę od rana i postanowiłam dziś już niczego nie postanawiać tylko spokojnie poczekać na sukces. Wczorajsze postanowienie albo upora się z materią albo ja naprawdę od siebie za dużo wymagam.

piątek, 30 listopada 2012




Z Florencji przywiozłam dwa pierwsze zdjęcia. Niepozowane. Nieznanych mi osób. Uwielbiam zwłaszcza starsze panie, tak pełne życia i oczywistej radości. I te słodkie, absolutnie doskonałe w szczęściu  - mamę i córkę na tle Arno, na Ponte Vecchio. Japońskie dziewczyny sfotografowałam w Narze. Robię to obcym ludziom, śmiało z intencją ich poznania na zdjęciach. Raz czy dwa razy zdarzyło mi się, że ktoś miał mi za złe. Wtedy przepraszałam i zmieniałam zwrot aparatu. Ktoś kto uczył mnie kiedyś fotografowania, powiedział, żeby postępować śmiało, nie jak ktoś kto kradnie, tylko po prostu z otwartością i ciekawością dziecka,  bez wyrzutów sumienia. Ci ludzie interesują mnie bardziej niż zabytki i widoki.